Konstrukacja i prowadzenie bloga stało się na tyle kłopotliwe, że mam już to w dupie.
Do widzenia się z Państwem.
Znowu zmiany. Pisze, żeby zmiany zobaczyć. Zazwyczaj zmiany są na gorsze. Czuję, że i te na gorsze będą.
Zobaczymy.
Czasem warto popatrzeć w górę …
Aż dziw bierze, że sala wypełniona była jedynie w połowie. Może dlatego, że siedzenia w filharmonii sa tak niewygodne.
Cieszę się, że jeszcze mało pospólstwa się na nich snobuje – wkrótce bedzie się chodzić na te koncerty jak na Stańkę.

Nie szukajcie mnie w tej grupie. Przybiegłem jakies dwie i pół godziny po nich.
Ale przebiegłem!!
Gotan Project – trochę naciągana bezpretensjonalność, lepsze brzmienie jednak na płytach, przebojowość.
Chick Corea/Gary Burton – spełnienie młodzieńczych marzeń, absolutna perfekcja, muzyczna płynność.
Bonobo – magiczne dźwięki, transowe wibracje, światło, luźne skojarzenia z Kraftwerk, pomysłowość.
Gazeta Wall Street Journal tak określiła Joe Lovano. Wczoraj saksofonista, urodzony 10 lat przede mną, rozpoczął trasę koncertową, występem na festiwalu Jazz nad Odrą. Dzisiaj gra w Wiedniu, a potem kilka koncertów we Włoszech, Szwajcarii, Francji, by podsumować maj w Chicago i Seatle. Kiedy się słucha tego amerykańskiego jazzu, nagle świat przekręca się o 180 stopni, wskazując, że życie może być niestety gdzie indziej.

We Florencji nie budzi to wiekszych emocji.
Wyobraźmy sobie te same znaki, umieszczone na polskiej ziemi.